Ludzie (nie) czytają w internecie, czyli lepsza niewiedza niż znajomość słów kluczowych

Poznawanie tylko buzz word, słów kluczowych i wyrażeń branżowych bez głębszego zrozumienia jest gorsze niż brak jakiejkowiek wiedzy.

Jeden fragment puzli, to za mało, żeby poznać, co przedstawia obrazek

Ludzie nie czytają i nie przewijają stron, to dwa przykłady utartych powiedzeń. Są one tylko częściowo prawdziwe i zawsze warto dodawać dlaczego ludzie nie czytają i nie przewijają stron.

To nie prawda, że ludzie w internecie nie czytają. Po prostu nie muszą, więc poświęcają swój czas, wzrok i kilobajty transferu na treści, które są interesujące i napisane dla nich. Skanowanie treści pozwala na lepszą selekcję, co jest dla nich ciekawe, a co nie jest. Prawda jest taka, że odkąd jest sieć, to ludzie czytają dużo więcej, niż kiedykolwiek w historii. Stąd większy nacisk na szybkie filtrowanie śmieci.

Wydaje się, że branża interaktywna nie pozostaje bez winy. Jak klient chce wrzucić stronkę A4 z polityką firmy na główną stroną swojego serwisu, to zawsze słyszy wytłumaczenie, że ludzie w internecie nie czytają. Prawda jest taka, że powinien usłyszeć, że tego co przygotował ludzie w internecie nie przeczytają. Jest różnica.

To nie prawda, że ludzie w internecie nie przewijają stron. Często zwyczajnie nie widzą, że mogą to zrobić, bo układ strony ich do tego nie zachęca. Szkoda, że zamiast tego powiedzonka nie przyjęło się, że światło między elementami (kolumnami, boksami, liniami, glifami) jest największą świętością na stronie.

Na następny raz, zastanówmy się, czy zamiast zbywać osoby z pogranicza branży (lub klientów) szczątkowymi powiedzonkami, nie lepiej porządnie ich wyedukować. Bywa to mozolnym zajęciem, niemal pracą syzyfową, ale może – na dla przyszłych pokoleń – warto?

Aha i fajnie by było nie pisać już artykułów o n-trendach w nadchodzącym 2013 roku, bo to dopiero siedliska frazesów, neologizmów i pożywek dla mas (które są zwracane na branżę interaktywną przez kolejnych 5 lat).

Opublikowano Posty | Otagowano

Jak okiełznać „banner blindness” i przy tym nie wkurzyć czytelnika

Projekt strony głównej The Verge jest nie tylko ładny i funkcjonalny, ale tworzy też środowisko naturalne dla reklam graficznych, w którym stają się one częścią strony, a ślepota banerowa zostaje oszukana.

Problem z banner blindness jest powszechnie znany. Od wielu lat musimy się z nim zmagać projektując strony zarabiające na reklamach. Zawsze należy o nim pamiętać, kiedy przygotowujemy elementy interfejsu, które chcemy wyróżnić aby zwrócić uwagę użytkowników.

Idalnym rozwiązaniem problemu jest taka prezentacja reklam, aby nie odróżniały się one za bardzo od reszty treści. Do tej pory najlepiej robiły to reklamy teskstowe, co cześciowo tłumaczy sukces i efektywność formatów, z których żyje Google. Ale zo z banerkami?

The Verge (które stało się moim ulubionym źródłem technologicznych informacji) świetnie rozwiązuje problem banner blidness. Najpopularniejsze wpisy są prezentowane sposób, tworzący idealne środowisko dla reklamy graficznej. Dodatkowo, zmieniajacy sie układ elementów nie pozwala na automatyczne skanowanie treści. Trzeba świadomie podążać za informacjami. Słowem klucz jest tu świadomie a nie na siłę. Oczywiście The Verge dba o to, aby na stronie nie było szumu informacyjnego, co dodatkowo zwiększa tolerancję dla reklam.

Opublikowano Posty | Otagowano

Zły insight to źle zaprojektowanie doświadczenie

20120507-225929.jpg

Projektując produkty w oparciu o doświadczenia (lub insighty) najważniejsze jest poprawne zdefiniowanie czym to dobre doświadczenie będzie – łatwo wpaść w pułapkę.

Produkty powinno budować się na doświadczeniach. Nie na samej użyteczności, designie ani najniższej cenie. Oczywiście w niektórych kategoriach jest to bardzo trudne. Dla produktów internetowych i tych związanych z technologią jest to relatywnie proste (w porównaniu do innych branż, czy kategorii).

Teraz krótka historia związana z piwem i samochowami (nie jednoczesnie!). Na afterparty po pierwszym dniu Polish IA Summit 2012 miałem okazję porozmawiać z Marc’iem Hassenzahl’em. Marc robi projekty na uniwersytetach w Essen i Vaasa. Projekty skupiają się na doświadczeniach ludzi korzystających z technologii. Jednym z partnerów, dla których pracował, jest BMW. Rozmowa zeszła na tor związany z nowinkami technologicznymi, które coraz częściej trafiają do samochodów. Autoparkowanie się samochodu to jedna z takich innowacji – której szczerze nie lubię, ale przed rozmową z Marc’iem nie zastanawiałem się dlaczego.

Samochody, które parkują samodzielnie powstały w oparciu o prosty insight, który możemy zdefiniować tak: większość ludzi nie lubi parkować. Łatwo dojść do konkluzji, że skoro ludzie lubią jeździć samochodem, ale nie lubią parkować, to aby doświadczenia z użytkowania pojazdu były jak najlepsze, trzeba z nich zdjąć piętno wciskania swojej karoserii między inne samochody i ryzyka otrzymania karnej naklejki z penisem w roli głównej.

Skąd jednak bierze się niechęć do parkowania? Sam za parkowaniem nie przepadam, ale zwykle sprawia mi przyjemność zmieszczenie się na ciasnym miejscu – skoro pamiętam te chwile za kierownicą jako przyjemne, to dlaczego samochód miałby mi to odbierać?

Ludzie nie lubią parkować, bo to trudne. Trzeba się tego nauczyć i ćwiczyć. Kursy na prawo jazdy ledwo uczą jeździć, a co dopiero dobrze kontrolować samochód (szczególnie, że te na jazdach są zwykle inne niż te, którymi jeździ się po otrzymaniu prawa jazdy). Nie dość, że trudne, to jeszcze stresujące, bo każdy błąd, nawet najmniejszy może uszkodzić czyjąś własność. No i mężowi lub żonie (zachowam poprawność) trzeba potem powiedzieć.

Dobre parkowanie daje wiele przyjemności, bo zależny od umiejętności, rzadko od szczęścia. To wygrana z czasem i przeszkodami. Wyzwanie, które zwykle podejmuje się na oczach innych, zwykle spieszących się osób lub mędrców i męrdczyń siedzących z oknach bloków i czyhających na temat do późniejszych plotek.

Weźmy ostatnie reklamy takich systemów. Pokazują kolesia, który nie potrafi iść ulicą, żeby nie wpadać na ludzi – co z tego, że mu samochód sam się zaparkował, on chyba w ogóle prawa jazdy nie powinien był dostać. W drugim przypadku odgrywa się scena, w której jedzie ojciec ze swoją rodziną, jest miejsce i wpycha się przed innego kolesia. Kierownicy nie dotyka. Nie dość, że cham, to jeszcze ignorant! A potem (to już przypuszczenia) ten ojciec mówi swoim dzieciom, żeby próbowały same się ubrać, wiązać buty, rozwiązywać zadania i uczyć się nowych rzeczy, kiedy sam wyręczany jest przez maszynę.

Parkowanie jest trochę jak wiązanie butów. Trudniej się tego nauczyć niż kupić takie na rzepy, a jednak większość ludzi chodzi w sznurowanych butach. Przez analogię do samochodów, sznurowadeł już nie powinniśmy mieć od kilku lat – same rzepy.

Najlepsze doświadczenia związane są z naszymi osiągnięciami. z przekraczaniem własnych granic. Przykładów takich można mnożyć. Góry lubią ludzie, którzy na nie wchodzą a nie wjeżdżają. Na imprezie piwo fajniej otworzyć łyżeczką niż otwieraczem.

Jest jeszcze jeden aspekt automatycznego parkowania. Zwykle nie działa. Zwykle dostarcza podwójnego rozczarowania i stresu. Wyobraź sobie, że jedziesz jednokierunkową ulicą, za tobą dużo samochodów. Masz autoparkowanie, więc zaczynasz manewr (normalnie raczej byś zrezygnował, no ale jest technologia do pomocy). Ludzie za mną są już zniecierpliwieni. Auto zaczyna kręcić, ale okazuje się ze inne samochody nie stoją równo, jest krawężnik, a obok stoi pani z wózkiem. Trzeba zrezygnować, tylko, że samochód już zaczął i trzeba jeszcze wyjechać z powrotem na ulicę. Ani nawet ułamka pozytywnych doświadczeń.

Są dobre systemy wspomagające parkowanie. Czujnik cofania eliminuje problem widoczności do tylu. Zastępuje pomocnika patrzącego ile jeszcze miejsca zostało – 2 czy 90 centymetrów. Kiedy parkuję inni nie widzą, że mam czujnik, więc ja myślę, że oni myślą, że nieźle sobie radzę z samochodem. Pomoc, a nie wyręczanie to różnica, która w tym przypadku decyduje o budowaniu pozytywnych doświadczeń.

Autoparkowanie powstało w oparciu o niekompletny insight i nie buduje dobrych doświadczeń.

Parkowanie jest nielubiane, nie ze względu na swój charakter, ale ze względu na brak umiejętności. Dzieci też nie lubią wiązać butów – do czasu kiedy się tego nauczą. i zobacznie ich miny, kiedy zaczynają zdobywać biegłość, cieszą się ze swoich osiągnięć. Potem wchodzi to w nawyk i nie wymaga dalszego doskonalenia, dlatego jako dorośli ta czynność staję się nam obojętna. Dla wprawnego kierowcy większość parkowań również jest neutralnym doświadczeniem, ale zawsze można w ciaśniejsze miejsce próbować, lub parkować na ręcznym!

PS. Tak na marginesie, to w samochodzie nie mam ani autoparkowania, ani czujnika parkowania. Nie mam nawet wspomagania.

Jak sprzedano siedem moich zdjęć za miliard, czyli Facebook kupuje Instagram

Sześć osób nie grało w te święta na loteriach, bo zajęci byli sprzedawaniem swojego dziecka za miliard dolarów. No i udało się. Możliwe, że Marka przekonała aplikacja na Androida, 30 milionów użytkowników albo Tim Van Damme, którego nie udało się zatrudnić po przejęciu Gowalla – nie wiadomo. Pewne jest, że Instagram należy teraz do Facebooka.

Gdybym interesował się teoriami spiskowymi, pomyślałbym że masoni się interesują mną. Gowalla i moje checkiny poszły do Palo Alto. Moje zdjęcia też tam idą. Na szczęście mam Androida, więc wiele ich nie popstrykałem. Wcześniej na czatach ze Skype’a rękę położył mały miękki.

Nie wiem czy Maciej zdawał sobie sprawy, jak proroczy będzie jego post o startupach działających za darmo. W każdym razie ja nie wiedziałem, mimo że w samym aktykułem się zgadzałem.

Od dziś postanawiam nie inwestować czasu bez inwestowania pieniędzy i przestaję zakładać konta w serwisach, które są za darmo. Aha i szacunek dla Dropbox’a, że nie stał się iCloud’em – jutro kupuję 50 GB, które bez problemu pomieści wszystkie moje zdjęcia z telefonu (no i dzięki autoupload’owi będą się ładnie synchronizowały).

Na koniec zobaczcie sobie kilka ciekawych Tweetów o wiadomości, która pod koniec tygodnia u sporej ilości osób powodować będzie niestrawność.











No i na koniec dodam, że nie mam nic przeciwko przejęciu, gratuluję Instagramowi, bo z takim zastrzykiem gotówki zapewne spłodzą kilka innych ciekawych serwisów.

O gwiazdkach na allegro, czyli kolekcje i modele mentalne

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego gwiazdki na allegro (oceny) są podzielone na sześć grup, każda po cztery przedziały? Chodzi o pewien model mentalny, ale po kolei.

System punktowy allegro

System punktowy allegro

Ilość gwiazdek jest ograniczona do czterech, żeby nie zajmować za dużo miejsca na ekranie i ułatwić ogarnięcie wzrokiem ilości, na którą patrzymy – 4 fioletowe gwiazdki łatwiej odróżnimy od 4 pomarańczowych niż 40 od 50.

Gwiazdki same w sobie pozwalają uszeregować użytkowników według zaufania (zadowolenia innych) oraz wprowadzają element rywalizacji. Motywują do bycia solidnym sprzedawcą lub kupującym. Oczywiście nikt nie kupuje ani nie sprzedaje z myślą o gwiazdkach, ale mimo wszystko działają one na nasza podświadomość.

Ale skąd te grupy? Allegro mogło przecież wprowadzić system sześcio-gwiazdkowy. I wiadomo czy ktoś jest rzetelny i mało miejsca by zajmowały. Tutaj na scenę wkracza pewien model mentalny, który możemy nazwać dążeniem do skompletowania kolekcji. Im mniej elementów brakuje do skompletowania tym bardziej dążymy do ich zdobycia. Innymi słowy im bliżej celu jesteśmy, tym bardziej do niego chcemy dotrzeć.

Gdyby allegro wprowadziło tylko sześć gwiazdek, przedziały punktowe byłyby bardzo obszerna, a zdobywanie kolejnych poziomów trwałoby znacznie dłużej. Również zdobycie pierwszej gwiazdki zajmowałoby więcej czasu.

Warto więc grupować nagrody za osiągnięcia tak, aby dobywanie kolejnych poziomów było dla użytkownika prostsze. (Nie można tylko zapominać o czytelności takiego systemu.)

Do tego wszystkie dochodzi również ciekawy aspekt skalowalności i konsekwencji. Liczba użytkowników systematycznie rośnie, a punkty zdobywane przez starych użytkowników przekraczają kolejne pułapy. Dzięki takiemu systemowi łatwo jest dodać kolejną grupę gwiazdek bez konieczności ingerowania w przedziały punkowe i bez tracenia czytelności.

PS. Nie pracuję w allegro, więc nie znam prawdziwych motywów jakimi się kierowano projektując ten system punkowy, ale nawet jeżeli zamierzenia były inne, to wszystkie powyższe twierdzenia pozostaja prawdziwe i należy tylko pogratulować szóstego zmysłu.

Opublikowano Posty | Otagowano