Rzetelne dziennikarstwo

Płatny dostęp do artykułów i dobre dziennikarstwo w sieci, to ostatnio popularny temat. Ja chętnie za dobre dziennikarstwo zapłacę. Ciekawi mnie tylko dlaczego PAP (bo to chyba notatka PAPu, jak mniemam po podpisie pod artykułem, chociaż nie dostałem oficjalnej odpowiedzi od Money.pl) pobiera opłaty za takie notki prasowe:

Twitter informuje, że padł ofiarą ataku typu DoS (denial of service), polegającego na tym, że komputery pod kontrolą hakerów przeciążają serwery atakowanego portalu.

Użytkownicy Twittera nie mogli się więc na bieżąco informować o planach obiadowych, miejscach pobytu, pogodzie, czy o tym, że ich ulubiony portal padł.

Ja wiem, że nie wszyscy muszą wiedzieć do czego Twitter może służyć, ale można było się od sarkazmu powstrzymać. Może bym nawet przeszedł obok tej krótkiej informacji bez emocji, jednak ogólnie całkowita wartość dla czytelników jest znikoma. Gdzie wytłumaczenie czym jest DoS? Informacja, że to przeciążenie serwera niewiele mówi. Gdzie informacje ile trwały problemy, co mogło być ich powodem? W zasadzie można by ograniczyć ten wpis to pogrubionego abstraktu. Za takie rzeczy nikt nie powinien płacić. Już nawet nie wspomnę, że jak się okazało nie był to typowy atak DoS wymierzony w portale, ale w pojedynczego użytkownika.

2009-08-07_0935

Rób, co chcesz, czyli rankingi, które nic nie dają

Oceniając przez przyrównanie skończoną ilość rzeczy i robiąc to tylko raz należy wybierać taką skalę, która najgorszy produkt postawi poniżej połowy ilości głosów, a najlepszy dostanie (prawie) maksimum.

Przy okazji niedawno przeczytanego artykułu doszedłem do wniosku, że niektóre rankingi są bez sensu. Kiedy czytam porównanie pięciu rzeczy, które różnią się od siebie znacząco, a na koniec otrzymuję ranking, z którego wynika, że 3 na 5 produktów dostało 4/5, jeden dostał 3,5/5, a najlepszy 4,5/5, to i tak nie wiem co wybrać. Po co robić ranking? Lepiej by było napisać, że wszystkie oceniane produkty są porównywalne, a o wyborze powinny decydować dodatkowe (zależne od gusta) przymioty. Niby taki ranking mówi, że coś jest gorsze, ale czy takie 0,5 naprawdę robi różnicę? Jeżeli wybór wydaje się kontrowersyjny, to znaczy, że jest mocno związany z subiektywnymi ocenami, a co za tym idzie ranking można sobie odpuścić. Prawdopodobnie został też przeprowadzony bez merytoryznych podstaw do oceny.

Oczywiście takie podejście ma sens tylko dla jednorazowo przewrowadzanego rankingu w obrębie określonej i skończonej grupy przedmiotów (usług, itp.), który nie będzie w przyszłości poszerzany.

Wydaje mi się też, że najlepszy produkt powinien być bliżej końca skali niż najgorszy (chyba, że faktycznie odbiera od reszty).

Opublikowano Posty | Otagowano

Redefinicja tych, co mają IE6

Nadszedł czas, aby powiedzieć wprost: użytkownicy IE6 nie są idiotami, wiedzą, co mają i czego mogą oczekiwać. Należy dostarczać im czytelne i  dostępne treści oraz zachęcać do powrotu i korzystania z funkcjonalności tam, gdzie mają taką możliwość.

Myślę, że mogę pokusić się o stwierdzenie, że znakomita większość osób, które są zaangażowane w tworzenie strony internetowej traktuje osoby mające IE6 jako osobniki o wątpliwym ilorazie inteligencji, dla których nie warto tworzyć oprogramowania, a już na pewno nie opłaca się spędzać kilkadziesiąt godzin i stosu pieniędzy na doprowadzanie ich przeglądarki do porządku w świecie pełnym AJAXa, efektów z JS, nowych standardów i szybkich komputerów.

Artykuł opublikowany na blogu Digga wymaga weryfikacji takiego punktu widzenia. Wiele w nim infromacji i statystyk o przeglądarkach, które Digga renderują, ale mnie najbardziej zaciekawiło pytanie Używasz IE6. Dlaczego? (wyniki poniżej).

Dlaczego używasz IE6?

Z prostych obliczeń wychodzi, że 76% osób, które IE6 mają, nie mogą zmienić przeglądarki, bo ogranicza ich sprzęt, system albo warunki i ograniczenia stanowiska pracy, czyli w większości administratorzy, którzy pracownikom nie zainstalowali jeszcze najnowszej wersji przeglądarki.

Pozostałe 24%, to albo osoby, które nic nie wiedzą o bezpieczeństwie w internecie, albo z internetu korzystają bardzo rzadko (inaczej nie potrafię wytłumaczyć preferencji w stronę przeglądarki, która jest wolna, nie pozwala przeglądać w kartach, ma mnóstwo luk bezpieczeństwa i żadnych udogodnień).

Teraz czas na przesłanie. Trzy-czwarte ludzi, to nie idioci, tylko ofiary czyjegoś lenistwa. Okazuje się zatem, że dostarczanie stron internetowych, które wyzywają użytkowników IE6 lub serwują im strony kompletnie nieczytelne to błąd.

Czas zastanowić się, co robić dla tych ludzi. Myślę, że pora skończyć z tworzeniem stron, które na wszystkich przeglądarkach wyglądaja tak samo. 76% osób z IE6 zdaje sobie sprawę z zacofania ich przeglądarki, więc można im dostarczyć treści, które będą czytelne, które powiedzą im, że w domu mogą liczyć na więcej, że się o nich pamięta, ale pieniądze wcześniej wydawane na robienie wszystkiego pixel perfect zostały zainwestowane lepiej, a wykorzystają te udogodnienia w domu lub na prywatnym komputerze.

W miejscu pracy (szczególnie w dużych korporacjach, gdzie nawet ikonka kosza ma kolory jak logo firmy, dla której się pracuje) jest biurko, komputer, a na jego dysku oprogramowanie. Zwykle ogranicza się ono, do tego, co danemu pracownikowi potrzebne. Znakomita większość osób nie zainstaluje sobie niczego bez wiedzy, chęci i dobroci administratora – czyli nie zainstaluje sobie niczego, nigdy. Do niedawna jednym z takich programów była przeglądarka. Obecnie, obok systemów operacyjnych i oprogramowania mamy też trzecią kategorię aplikacji, czyli właśnie przeglądarki, które są już nie tylko programem, tak samo jak komórka, nie jest tylko telefonem. Mając przeglądarkę można się obejść bez jakiegokolwiek oprogramowania na komputerze! Dlatego nie można społeczeństwa informacyjnego skazywać na domyślnie obrane przeglądanie sieci, bo przeglądarka stała się czymś tak samo osobistym jak komórka, kalendarz w torebce czy mp3 player.

Dodatkowa nauka z wspomnianego na początku artykułu, to fakt, że jedynie niewielki procen użytkowników IE6 wchodzi w interakcję z Diggiem. Obecnie te osoby jedynie konsumują treść – nie tworzą, nie modyfikuję i nie dodają nic nowego.

Dla IE6 należy nadal dostarczać treści. Funkcjonalności i kompletną otoczkę wizualną można ograniczać, do minimum zapewniającego czytelność.